Featured In

This Issue

Polska była jeszcze nadal poza żelazną kurtyną. Było to lato 1972 roku. Byłem w drodze do Polski wraz z grupą studentów. Nasz uniwersytecki kurs włączał także marksizm i chcieliśmy zobaczyć jak to wygląda w praktyce.

Gdy po drodze wkraczaliśmy do Wschodnich Niemiec czułem pewne podniecenie: nigdy przedtem nie przechodziłem przez Mur Berliński. Zmroził nas widok “niczyjej ziemi”—pasa neutralnego—więziennych ogrodzeń, oddzielających Wschodnie Niemcy od Zachodnich.

Jeszcze bardziej mrożący był widok obozu koncentracyjnego w Auschwitz, na południu Polski. Widziałem stosy włosów, okularów i sztucznych szczęk, komory gazowe, w których bezlitośnie zostały zniszczone tysiące ofiar. Było lato, ale ptaki nie śpiewały. Czuło się obecność śmierci. Polski chłopiec, który był tam przewodnikiem, wyszeptał: „Tu zginęli moi dziadkowie. To mój obowiązek mówić o tym ludziom.”

Ukryte pytanie

Trzy lata później, wraz z żoną pojechaliśmy znowu do Niemiec Wschodnich, by odwiedzić przyjaciółkę żony, Dorotę, z którą korespondowała od lat. Znowu przekroczyliśmy tę “niczyją ziemię” i przeszliśmy poza mur, czując się bardzo niepewnie.

Od tego czasu byliśmy tam jeszcze wielokrotnie. Jednego razu zadaliśmy Dorocie pytanie: „Czy sądzisz, że ta sytuacja kiedykolwiek się zmieni?” Odpowiedziała krótko: “Nie!”, ale jej zrezygnowana twarz była bardziej wymowna.

Sądzę więc, że możecie sobie wyobrazić radość i łzy, jakie popłynęły w listopadzie 1989 roku, gdy runął mur berliński. Bramy więzienia zostały wyłamane, a nasi przyjaciele uwolnieni!

Ale w głębi dręczyło nas pytanie, które nie chciało odejść. Widziałem przerażające skutki nazizmu dla życia narodu. Doświadczyłem później podobnie ponurych skutków innej ideologii—komunizmu. Dlaczego tak okropne zło zostało dopuszczone na tak wielu ludzi?

Wspólny mianownik

W ciągu tych lat, od czasu pierwszej wizyty w Polsce, próbowałem zrozumieć marksizm i nazizm, i co ukształtowało światopoglądy, które usprawiedliwiały te okropne czyny, których byłem świadkiem.

Jak się dowiedziałem, marksizm miał być naukowym. Zakotwiczony był w teorii socjalno-ekonomicznej, która miała odzwierciedlać prawdziwą historię życia. Głównym punktem tej teorii były zmagania między klasą posiadającą środki produkcji (kapitalistyczną “burżuazją”) i klasą pracującą (“proletariatem”), która ich nie posiada.

Zło w światopoglądzie socjalistycznym, to gnębienie klasy pracującej przez burżuazję. Będąc uświadomieni przez Marksa o „prawdziwej historii życia”, ludzie mogli teraz przejąć kontrolę nad tą historią. Mogli przyspieszyć „naturę” spieszącą do swego celu, światowej rewolucji, która by usunęła owo „zło” i wniosła socjalistyczną utopię.

Hitler,jak odkryłem, miał podobny światopogląd, który opisał w swym dziele Mein Kampf (dosłownie „moje zmagania”). Wierzył on, że ludzie, podobnie jak zwierzęta i rośliny, zaangażowani są w ciągłe zmagania o przetrwanie. Szczytowym punktem historii miał być moment, gdy przetrwa najlepsza rasa—według Hitlera rasa ariańska, ucieleśniona w narodzie niemieckim.

Zarówno Hitler, jak i Stalin, stosowali swą „naukową logikę” z bezwzględną determinacją. Podobnie jak Mao Zedong w Chinach, gdzie niezliczone miliony także zginęły w imię utopijnej marksistowskiej mrzonki. Nie tylko przekonali oni samych siebie, ale także miliony innych—ludzi takich jak ja i ty—że mieli prawo tak postąpić.

Sposób patrzenia

Zrozumienie historii życia, jakie mieli Hitler, Marks, Stalin, czy Mao, nie zostało wymyślone przez niemca, rosjanina, ani chińczyka. Ukształtował je anglik—Charles Darwin.

Książka Darwina O pochodzeniu gatunków za pomocą doboru naturalnego, czyli przetrwanie najlepszych ras w zmaganiach o życie (1859) założyła podwaliny ich światopoglądu. Każdy z nich stosował zasadę przetrwania najsilniejszych do swojej sytuacji. Dla Marksa i Stalina była to walka klas; dla Hitlera walka ras. A ponieważ darwinizm podważał autorytet Biblii co do początków, oznaczało to, iż logicznie rzecz biorąc, nie ma odpowiedzialności przed Bogiem za masowe morderstwa, których używali by urzeczywistnić swoje idee. W rzeczy samej, taka taktyka może być uzasadniana przez darwinizm. Bez absolutnego standardu zła i dobra, ci którzy mają władzę, nie czują się odpowiedzialni przed nikim. „Prawo” staje po stronie silniejszego.

Gdy ewolucjonistyczny sposób myślenia Darwina został przyjęty przez większość społeczeństwa, nie tylko przekonał on przywódców jak Lenin, czy Hitler, ale stał się „naukową” podstawą dla usprawiedliwienia przyjęcia ich poczynań przez ogół społeczeństwa dla „dobra” całej ludzkości.

Przerażający sen

W ciągu następnych lat odwiedziłem Niemcy Wschodnie, Polskę, Czechosłowację i Węgry. Przywykłem do widoku surowych, bezimiennych bloków mieszkaniowych okalających miasta i miasteczka. Ostatnio odwiedziłem także Rumunię. Nie zdziwiły mnie podobne widoki w jej stolicy, Bukareszcie—ongiś nazywanym „Małym Paryżem”.

Sama skala zniszczeń była jednak szokiem, i to nie tylko wokół Bukaresztu, ale także w samym centrum. Słuchałem Rumunki, której dom rodzinny znikł, by zrobić miejsce dla Wielkiej Alei, wiodącej do Pałacu Ludu, obalonego już dyktatora, Nicolae Ceausescu.

Gdy szedłem wzdłuż tej kulturowej pustyni, trudno mi było wyrazić głębię smutku, który odczuwałem. Widziałem bowiem w życiu jeszcze jednego narodu skutki darwinowskiego sposobu myślenia, jak go interpretował Józef Stalin, a potem rumuński przywódca, Ceausescu.

Byli w błędzie

W niedzielę mojego pobytu w Bukareszcie podzieliłem się moimi myślami z grupą wierzących chrześcijan. Jako anglik mogłem tylko, stojąc przed nimi, wyrazić mój ogromny żal za to, co jeden z moich rodaków wydał na niczego nie podejrzewający świat.

Hitler był w błędzie. Stalin był w błędzie. Ceausescu był w błędzie. Teoria Darwina, na której oparli się ci tyrani, także była błędna. Dowody na to miałem przed oczami; radykalny jej efekt w życiu każdej osoby, z którą rozmawiałem. Dla nich nie była to tylko interesująca teoria, ale przerażająca rzeczywistość.

Ale jednocześnie byłem w stanie wskazać na kogoś, kto miał rację, nie tylko w teorii, ale i w praktyce. Rozumie on prawdziwą historię świata i prawdziwą istotę życia, bo sam je stworzył (Jana 1:1-3). Tą osobą jest Jezus, Bóg w ciele (Jana 8:58). Przyszedł On na ten świat, aby potwierdzić i wypełnić słowa, które sam podał w dawniejszych czasach o początku życia. I dodał do nich mając natchniony wgląd w sprawy, które jeszcze mają przyjść. A potwierdził to wszystko wstając z martwych.

Nie z chaosu

W tę niedzielę oparłem się na słowach z 10. rozdziału Ew. Jana, gdzie Jezus powiedział: "Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, kto nie wchodzi przesz drzwi do owczarni, lecz w inny sposób się tam dostaje, ten jest złodziejem i zbójcą. Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały" (Jana 10:1,10).

Ten sam Jezus jest Słowem (Jana 1:1), które mówiło w historii od samego jej początku. (1 Mojż.1:27,31;2:1).

Nie wywodzimy się z chaosu, wspinając się w górę przez „przetrwanie najsilejszych” aby osiągnąć utopię stworzoną przez nas samych. Pochodzimy od doskonałości, przez upadek do bólu i śmierci, która zaistniała, gdy nasi pierwsi rodzice usiłowali usunąć Boga; podobnie jak wiele później Darwin, a potem Hitler, Stalin i Ceausescu.

Każdy z nich był w błędzie co do przeszłości. Staje się to oczywiste, gdy spojrzymy na śmierć i zniszczenia spowodowane przez ich idee. Ale Jezus miał rację, co jest równie widoczne w dobrych owocach Jego własnego życia.

Byli także w błędzie co do przyszłości. Utopijne marzenia nie zostaną spełnione przez człowieka, tylko przez Boga. Historia zmierza do „tego dnia”—do obiecanego nowego nieba i nowej ziemi, które przyjdzie, gdy śmierć poniesie śmierć i wszystko „stare” zostanie zniszczone (2 Piotra 3:10).

Wszyscy, którzy kochają Jezusa mogą oczekiwać niebieskiego Wesela Baranka Bożego (Obj.19)—którego wszystkie teraźniejsze wesela i każda pozytywna więź jest tylko przedsmakiem. Te nowe nieba i ta nowa ziemia będą domem dla ludzi, którzy kochają Jezusa. Będą tam razem z Nim mieszkać przez wieczność w bogatej i doskonałej więzi. A wszelkie łzy, i te z Bukaresztu i te z Auschwitz zostaną otarte.

Translated by Andrew Ostapowicz